galantova blog

Twój nowy blog

W ubiegły poniedziałek
(23.03) Galantowi stuknęło 8 latek. Matko, jak ten czas szybko leci…Przecież to ciągle jest mój nieznośny trzylatek :P

Praca zaliczeniowa napisana :] Nosi tytuł „Profilaktyka schorzeń morzyskowych u koni” i na pewno zostanie tutaj wstawiona, rzecz jasna po obronie ;)

Treningowo: dwór to zdecydowanie jest TO! Mam  teraz w planach dużo drążkowej roboty :] W niedzielę 22 udało mi się wsiąść po poworcie z Wrocka i jeździłam sobie drążki na kłusa a zaraz za nimi zagalopowanie nad kolejnym zestawem drągów. Kłusowe drążki miałam z różnymi odległościami żeby regulować wykrok (to było nie do końca zamierzone, po prostu była taka wstrętna pogoda, że wsiadałam póki nie lało się nam na głowy). W galopie fajnie się niesie na luźnej wodzy – pracuje grzbietem aż miło. A że czasem mu się bryknie to już inna kwestia ;).
W sobotę 28 szukaliśmy wiosny w lesie…Jest pięknie aż miło. W galopie odpalał – brykk i rura, ale po kilku seriach byo już ok. Ehhh niby samemu się nie powinno jeździć, ale. – bywały tereny we 2 a nawet 3 konie, z których wracałam zestresowana, niezadowolona i ogóle na nie ;)

Od kilku miesięcy podaję mu ChevinalPlus, chociaż na podstawach żywienia różnie mówiło się o dodatkach paszowych :P Oględnie mówiąć – nie do końca pochlebnie. Pozytywne efekty są widoczne. Muszę odszukać jakieś stare fotki dla porównania.

Galant mi się rozogierzył z okazji wiosny :D

Blog reaktywacja; wersja 3.0, wracamy do pisania (ciekawe kiedy się znudzi). Mam kilka nowych pomysłów na bloga, a co :]

Bohater bloga ma się nieźle. Odzyskał zdrowy wygląd, z czego się bardzo cieszymy. Treningowo też nieźle, chociaż przez studia mam trochę mniej czasu niż bym sobie tego życzyła.No ale studia oczywiście końskie, udało mi się zapisać na podyplomową hodowlę we Wrocławiu. Zajęcia mamy raz w miesiącu (+ kurs biologiczny, jako że nie kończyłam uczelni rolniczej, lub raczej przyrodniczej jak to się teraz mówi :P ), w różnych ciekawych miejscach. Jestem zachwycona szczególnie częścią zdrowotną, w tych klimatach piszę również pracę zaliczeniową.

Do wyboru były jeszcze naukowe podstawy treningu, ale jak dla mnie, jeżdżenie na obcych koniach to lipa. Albo się trafi tuptuś, który niewiele umie, albo jakiś temperamentny zwierz, z którym nie dam rady.
Trenować mogę u siebie, jest z kim. Tym bardziej, że Podkowa rozwija się sportowo, organizują nam konsultacje, zawody, odznaki.

W miniony weekend gościł u nas p.Pruchniewicz. Mieliśmy z Galantem (wspólnie z koleżanką i jej xo) dwa treningi. Przed pierwszym był lekki stresik ale okazał się zupełnie niepotrzebny. To jedna z najfajniejszych osób z jaką jeździłam. Dawał jasne wskazówki, wszystko nam tłumaczył. Wiadomo, że jedne konsultacje nie poprawią wszystkich błędów, ale są cenną wskazówką. Najważniejsze osiągnięcie to poprawa dosiadu w kłusie. Całą zimę pracowaliśmy na hali, żebym nie siedziała poza ruchem konia. Kiedyś, dawno, dawno temu, jak mi pobrykiwał na mocniejszą łydkę to mi się utrwalił taki asekuracyjny dosiad. Na ostatnich zawodach sędzina zwróciła na to uwagę. Na pierwszym treningu p.Pruchniewicz tak samo. Na drugim już nie musiał ;) bo coraz mocniej się utrwala. Drugi element to konieczność rozgalopowania w półsiadzie – to też jest nam znane ;) Jednym słowem, rewulucyjnych zmian w pracy nie przewiduję. Jeden trening w tygodniu + samodzielna praca i pomoc z doskoku.
 
W tym roku trafiła się wredna zima, od stycznia wyrwałam się z hali słownie 3 razy :P
Raz po odwilży nr 1 byłam na wesołym spacerku z psami. Do historii przeszedł skok przez labradora :P
później raz poszłam na śnieg (ale bez galopów bo było go za mało), trzeci na błocko. Owijki wyglądały koszmarnie :P ,pralka ledwo dała im radę…

Od 1.03 dwór. Koń znów kuty na 4, jednym słowem sezon otwarty czas zacząć.


  • RSS